Choruję sobie.

Na temat schizofrenii…wcale dużo nie czytam, nie mam nawet takich zainteresowań. Przyznam się szczerze, że długo myślałam, że wypis ze szpitala pod tajemniczym kodem zawierającym literki i liczby wcale nie dotyczy  schizofrenii.  Mając 22 lata uznałam, że przeszłam załamanie nerwowe, albo coś tego kalibru. Zażywałam dzielnie leki, dopóki lekarz nie zwolnił mnie z tego obowiązku „niech pani wróci jak się coś zacznie dziać”.

Powrót choroby nastąpił po narodzinach córki. Potem jeszcze walczyłam, nawet pracowałam na otwartym rynku pracy, bez grupy, aż w końcu zrozumiałam, że jednak JESTEM chora. Postarałam się o odpowiednią grupę, co pozwoliło mi na znalezienie pierwszej telepracy.

Staram się więc walczyć z chorobą. Pracuję, wychowuję dzieci, od prawie 11 lat nie dzieje się nic niepokojącego. Ostatnio zwierzenia o zaburzeniach różnego typu stały się modne. Książe William i Lady Gaga uznali, że to jest OK. Moim zdaniem we wszystkich trzeba mieć umiar. Niestety część z nas lubi wykorzystywać chorobę do tego, by jak najmniej od siebie wymagać. Łatwo można wpaść w taką pułapkę- jestem chory, chora to znaczy, że nic nie muszę.

To nie jest poradnik psychologiczny, każdy oczywiście czuje inaczej. Niemniej jednak wierzę, że schizofrenia nie musi oznaczać końca marzeń i planów.

Wkurza mnie tylko, kiedy nazwa mojej choroby jest wykorzystywana w mowie potocznej, zwłaszcza w polityce. Schizofrenię przypisuje się wszystkim politykom, których wypowiedzi są sprzeczne. Mnie to obraża.

Aż taka popyrtana nie jestem.

622wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Jedna odpowiedź do“Choruję sobie.”

  1. Ja akurat nie mam schizofrenii, tylko zaburzenia schizoidalne choć zdarzyło mi się kilka epizodów psychotycznych, urojenia i paranoje, ale były one głównie ponarkotykowe. Jednak rozumiem Cię doskonale. Myślę, że najlepszym lekarstwem na choroby psychiczne jest po prostu życie, niezamykanie się w swoim świecie i pokonywanie małymi kroczkami swoich przeszkód, które tak naprawdę są tylko w głowie. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz