K jak kariera.

Szczerze mówiąc sama kiedyś marzyłam o czymś w rodzaju kariery. W czasach licealnych uważałam  , że symbolem bycia kimś są garsonki. W latach 90-tych chodziłam w rozciągniętych swetrach z lumpeksów, a pierwszy elegancki komplet kupiłam sobie dopiero na maturę.   Po studiach trafiłam do swojej pierwszej biurowej pracy i nieźle musiałam kombinować, żeby nie odstawać od reszty. Generalnie uważam, że chodzenie do pracy tylko po to, by zarobić na ubranie do niej mija się z celem.  Obecnie z powodu choroby pracuję w domu, problem garsonek mam dawno za sobą i preferuję styl sportowy.

Zabawne wydaje mi się określanie każdej aktywności zawodowej mianem kariery. Dotyczy do przede wszystkim kobiet. Nie słyszałam nigdy, żeby np. górnik uważał, że robi karierę. Z kolei w dziwnych statystykach zawsze jest stwierdzenie „kariera zawodowa kobiet”. Prawdopodobnie powinnam traktować to zgodnie z definicją określającą karierę, jako „sekwencję kolejnych prac zawodowych i innych ról życiowych”. Mi jednak słowo kariera kojarzy się przed wszystkim z pracą i to na wysokim stanowisku, ewentualnie własna działalność ukierunkowana na jakieś super ambitny cel.

Przyjęło się, że kobieta musi pracować. Musi, bo inaczej jest niespełniona, mózg jej wyparuje, zaniedba swój wygląd, mąż ją zostawi dla młodszej, a dzieci nie będą miały dobrego wzorca – istny Armagedon. Odbieramy komuś prawo na to, by żył po swojemu. Jeżeli finanse rodziny pozwalają, to czemu nie. Można zarabiać na waciki, na garsonki, ale częściej chyba na chleb.  Nawiasem mówiąc zazdroszczę wszystkim, którzy pracują dla przyjemności. Tacy ludzie podobno też istnieją.

Przerażają mnie osoby, które  stawiają  karierę ponad wszystko inne.  Życie rozpisane co do linijki: w tym roku się bronię,więc za 2 lata ślub, potem 5 lat pracy, a potem może dzieci. Nie zaplonowałam tak skrupulatnie  w życiu niczego, oprócz terminu własnego ślubu.

W ogóle nie uważam, że nasz zawód, zajmowane stanowisko nas w jakikolwiek sposób określa.  Jest to rzeczywiście część życia, może nawet pasja, ale nie życie samo w sobie. Większość z nas czeka z utęsknieniem na wolny weekend, żyjemy w permanentnym oczekiwaniu na piątek. Taka dziwna ludzka natura, że lubimy odpoczywać.

W ogłoszeniach o pracę jest taki punkt „odporność na stres”, kilka linijek niżej „oferujemy pracę w milej atmosferze”. Zawsze jak to czytam zastanawiam się, jak strasznie miło jest pracować w stresie.

Pracujemy zatem  kosztem czasu wolnego (wybaczalne), kosztem snu (trudne do zaakceptowania) a czasem też kosztem zdrowia (skandaliczne!). W zamian możemy powiedzieć, że realizujemy się zawodowo, taka tycia satysfakcja plus wisienka na torcie – wypłata.  Szkoda tylko, że ta wisienka taka mała, arbuzy powinni tam kłaść…

405wizyt ogółem,3wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz