Money, Money, Money

Skoro wczoraj było o karierze, to dzisiaj będzie o pieniądzach. Niestety, nie będą to porady z cyklu jak zarobić pierwszy milion. Ubolewam na tym, ale nie znam recepty na sukces finansowy. W zasadzie oboje z mężem zarabiamy na dom. Mamy go, lecz nie możemy wykończyć. Każdy, kto jest w temacie wie, że generalnie dom to skarbonka bez dna.

Większość  z nas ma jakieś priorytety finansowe. Zdecydowanie zależne od hierarchii wartości i bieżących potrzeb. Ktoś może przykładowo powiedzieć ,że szczęśliwa mama to zadbana mama. Zgodnie z tą dewizą  na pierwszy plan  idą ubrania, ciuchy i kosmetyki. Inny ktoś  lubi jeździć dobrym nowym autem, jego prawo. Są też tacy szaraczkowie  jak my, którzy opłacają rachunki i  nie marzą o luksusach.

Co do luksusów. Jako młoda studentka pracowałam jako niania u dość zamożnej rodziny. Wtedy symbolem dobrobytu było dla mnie…zwykłe mleko w kartonie no i jakieś lepsze musli, czy inne płatki śniadaniowe. Oczywiście rodzina nie wyróżniała się tylko tym, ale były to 2 rzeczy których im realnie zazdrościłam. Dzisiaj się z tego tylko śmieję. Gdzieś czytałam, że to mleko jest towarem mlekopodobnym, a płatki? same kalorie.

Już dawno udowodniono, że poczucie szczęścia lub dobrobytu postrzegamy porównując się do innych. Dlatego takie katusze przechodzimy, mieszkając w sąsiedztwie zamożnych osób. Podobno bogaty sąsiad to dla zazdrośnika, najlepsza motywacja do tego, by podwyższyć swój własny status społeczny….albo podpalić mu dom.

Bieda z kolei to wstyd, niezaradność życiowa, przeważnie kojarzona z patologią. Zanim wsadzimy kogoś do odpowiedniej szufladki, zastanówmy się, ile rzeczywiście zależy od nas samych. Brawo Ty jeśli się wykształciłeś i masz super pracę i zdolność kredytową. Albo jesteś przedsiębiorczy, założyłeś firmę i wiedzie ci się nieźle. Tu na marginesie  muszę powiedzieć, że nie znam osób prowadzących własną działalność, które by były zadowolone z wyniku finansowego. Albo zawsze jest źle , albo zawsze jest za mało, ewentualnie starcza tylko na ZUS.

Nie znoszę życia z kalkulatorem w ręce, nie gonię za promocjami masła, czy śmietany. Nazwijcie to minimalizmem, ale cieszę się, że nie mam poważnych długów. Jest wiele rodzin, od których mogłabym się uczyć ekonomii, albo oszczędnego gotowania i im chylę czoła. Zachować płynność finansową przy naprawdę skromnych środkach to nie lada sztuka. Dla niektórych nierealne.

Powiększamy nasz majątek rzekomo po to, by dzieciom żyło się lepiej niż nam kiedyś.    Problem pojawia się, kiedy pojawia się okazja, by kupić dziecku porządny prezent. Często słyszę „one wszystko mają” . Prawda. Może my byśmy chcieli im wszystko dać, ale zapominamy o tym, że one tego wszystkiego nie potrzebują. Jeśli nawet chcą, nie odbierajmy im marzeń.

Tak nawisem mówiąc szkoda, że zajadając kulki czekoladowe z mlekiem  z kartonu nie mam poczucia, że jestem bogata. Ale kawior na śniadanie chyba nie dla mnie :)

PS. Wiem, że niezdrowo się odżywiam.

738wizyt ogółem,1wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz