Must have

Wmówiono nam, że są rzeczy, bez których nie da się żyć. Nie mam tu bynajmniej na myśli tlenu i wody, ani nawet miłości. Chodzi mi znowu o dobra materialne.

Prostym przykładem tej zabawnej tendencji jest straszenie ludzi dorosłych potrzebami dziecka. Przyszła mama dowiaduje się, że jej maluch potrzebuje miliona dziwnych rzeczy. Rozumiem ubranka i pieluchy, ale np. taki miś z funkcją szumu, imitującego dźwięki suszarki? Dziwne prawda, ale dobry marketingowiec jest w stanie wmówić kobietom, że bez tego ich dziecko nie zaśnie. Podobnie jak nie nauczy się czytać i pisać jeżeli nie zacznie swojego rozwoju od zabaw kreatywnych, oczywiście odpowiednie zabawki są do nich konieczne. Starsze dziecko z kolei wymaga milionowych nakładów na edukację i w ogólnym rozrachunku okaże się, że nikogo na dzieci nie stać . Nawet jeśli  sam uważa, że podoła wyzwaniu, otoczenie wie lepiej.

Lista niezbędników dorosłego człowieka nie jest wcale mniejsza. Naoglądasz się reklam i wiesz, że szczęśliwa rodzina to nowe auto, lśniący salon, pies radośnie merdający ogonem  i koniecznie biała kuchnia. Z tego wszystkiego mam tylko psa, salon jakoś nie chce lśnić, a meble kuchenne były już niemodne, kiedy je kupiłam.

Operator komórkowy przysłał mi dziś sms, że mój telefon nie obsługuje funkcji LTE. Zmartwiło mnie to, choć niewiele zrozumiałam, jakie ma to dla mnie znaczenie. Dla operatora tak, bo może mi za złotówkę sprzedać nowy model. Jestem już widocznie bardzo do tyłu z technologią, bo nie ogarniam ,co jeszcze mogłabym wtedy robić z tym telefonem.

Na  krótkim kursie sprzedaży, w którym kiedyś przypadkowo uczestniczyłam poznałam jedną z technik sprzedaży. Cecha – Zaleta – Korzyść. Dlatego zanim stwierdzę, że czegoś naprawdę potrzebuję, zastanawiam się, co oprócz ubytku w portfelu zyskam. Zaskakuje mnie to jak działają reklamy, nawet najbardziej niedorzeczne. Jedna z dziwniejszych pokazywała jak dzieci oglądają bajki na plaży. Pojechały nad morze bynajmniej  nie po to, by budować zamki z piasku , co tam morze, tablet to to jest to…

Nigdy nie pracowałam jako sprzedawca i pewnie miałabym trudności z przekonaniem kogoś, że dana rzecz jest niezbędna. Kłamać nie potrafię, ot taki defekt. Z trendami mody jestem zdecydowanie na bakier, style wnętrzarskie zmieniają się szybciej niż moje wyobrażenia o nich.

To, co dzisiaj jest absolutnym hitem sezonu, jutro może wyglądać już groteskowo. Kwestia, czy muszę coś mieć zależy tylko ode mnie i tego się trzymam. No dobra, może czasem ulegam pokusom…Mimo to nie lubię kategorycznych nakazów, płynących z reklam. Gdy reklama krzyczy „musisz to mieć”  wzbudza we mnie wewnętrzny opór.

Reklama dźwignią handlu, dlatego wybaczam ich twórcom brak polotu. Widocznie jestem poza jakąkolwiek grupą docelową, że zamiast kupować, częściej zastanawiam się, po co mi to. A może problem polega na tym, że naprawdę sprzedają nam rzeczy niepotrzebne.

Nie kupuję tego.

272wizyt ogółem,1wizyt dzisiaj

Jedna odpowiedź do“Must have”

  1. Hej witam, stwierdzam szarymotylku że tez jestem odporna na reklamę ale… Audrey Hepburn na ścianie to jest to! Ta moda na nią została stworzona dla mnie Hihi. Najpierw wisiał jej obraz -sitodruk w pokoju a teraz jest w kuchni, bo tam częściej przebywam i nie mogę się na nią napatrzeć. Takie dziwactwo z dzieciństwa. Może by tak jeszcze Marylin Monroe albo James Dean czyli „Buntownik bez powodu” … pomyślę. Jest tego teraz w internecie, moda na fotosy dla mnie nie przeminie.
    Albo tez w dzieciństwie zapatrzylam się na koronkową firankę u jakiejś ciocio-babci Korneli i teraz się cieszę że można kupić i kupiłam i nie mogę się z nią rozstać od chyba 14 lat i to jest jedyna w moim domu… cieszę się że można wybierać, przebierać, a reklamy oglądam bo mnie często bawią i tyle… pozdrawiam. Tua

Dodaj komentarz