Nic mi się nie chce.

Tuż po studiach wiedziałam, że pracy nie znajdę. Nie miałam wybitnych zdolności, ani pleców, rynek pracy był jaki był. Dlatego jak wielu przede mną trafiłam na staż do Urzędu Skarbowego. Przez wiele miesięcy adresowałam ręcznie  koperty i wkładałam dokumenty do segregatorów.

Przysłuchiwałam się też życiu biurowemu. Nieodzownie z rana każdy wypowiadał magiczne zdanie: „Nic mi się nie chce”. Zazdrościłam wtedy prawdziwej pracy wszystkim wkoło, zwłaszcza, że sama wykonywałam czynności raczej  odmóżdżające. Dlatego kobieta w wieku ok 40 lat, która od rana nie pała radością  z tego, że ma przecież dobrze płatną pracę, odpowiedzialne stanowisko,  to było wtedy dla mnie zjawisko.

Dopiero teraz przestałam się dziwić. Sama jestem leniwa i wstaję z podobnym nastawieniem. Może różnię się od tych pań tym, że mniej zarabiam, mniej ode mnie zależy, ale coż…z niepokojem  stwierdzam, że stałam się taka jak one. Nie wiem czy to wypalenie zawodowe, czy to ten wiek.

Jednak widzę plus w całej tej sytuacji. Lepiej siedzieć przed komputerem i powtarzać,  jaki ciężki dzień niż….leżeć cały dzień w łóżku i powtarzać dokładnie tę samą kwestię.

Wprawdzie dzisiaj czwartek, ale przypomniał mi się obrazek, który niedawno mignął mi gdzieś na fejsie. Umęczony człowiek, a pod nim podpis „Jeżeli już trzeci dzień z rzędu nic ci się nie chce , to znaczy, że jest środa”.

A jeżeli już kolejny rok? To chyba zbliżam się do czterdziestki :)

568wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz