Nie odbierać dziecku marzeń.

Nie wiem czy wszyscy, ale przynajmniej ja przeważnie bardziej się cieszę, kiedy coś planuję niż kiedy udaje mi się to zrealizować. To podekscytowanie, jak będzie fajnie, kiedy coś zrobię, znika szybko, gdy cel zostaje osiągnięty.

Na przykładzie moich dzieci mogę powiedzieć, że działa to u nich podobnie. Ich małe marzenia im dłużej trwają, tym milej im się o nich marzy. Ostatnim przykładem jest akwarium mojego syna, czekał na nie cały rok szkolny. Kiedy już stoi dumnie na biurku, jego zainteresowanie nim jest, można by rzec, minimalne.

Podobnie były nawet w bajce o złotej rybce – żona rybaka nie cieszyła się z tego, co otrzymywała, mimo, że przecież sama tego sobie życzyła. Takie poczucie rozczarowania własnym zrealizowanym marzeniem, nie jest więc niczym nowym.

Jedynym wyjściem, by tego uczucia nie poznać, może być pozostawanie w sferze wiecznych marzeń bez podejmowania prób ich realizacji. Wtedy nie przekonamy się, że tak naprawdę wcale o tym nie marzyliśmy…Zamiast tego będziemy sobie nadal tkwić w przekonaniu, że istnieje na świecie taka rzecz materialna, która….

…da nam szczęście. Naiwne , prawda? Ale tacy właśnie jesteśmy.

833wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Jedna odpowiedź do“Nie odbierać dziecku marzeń.”

  1. Taka brutalna prawda o człowieku, że trwalsze szczęście osiąga dopiero jak coś da od siebie. Prezenty zobowiązują. Akwarium, (a u moich dzieci) lekcje tańca, karate, gry na perkusji, a ostatnio syn wykrywacz metali, czy córki jazda konna.

    Ostatnio znajomi wytykali nam że zbyt dużo dajemy dzieciom. Tylko że zanim dzieci coś otrzymają, pracują i walczą o to, a później próbują wykonać sumiennie obowiązek czy nową pasję. I coraz lepiej im to wychodzi. Szkoda że tak mało ludzi ma dane nauczyć się spełniać swoje marzenia. Tego może nauczyć tylko i wyłącznie praktyka.

Dodaj komentarz