Piękne życie nieidealne.

Kilka dni nie pisałam na blogu. Odpoczywałam.

Zabawne, ale wszystko, co w młodości planowałam spełniło się. Wszystko z wyjątkiem tej sprawy kariery i garsonek, których nie mam. No, ale połowa marzeń w tym te o rodzinie i domku z ogródkiem został zrealizowana. Najzabawniejsze były pytania bliskich o dom (za co? jak sobie to wyobrażasz?). Z uporem maniaka twierdziłam, że jak dorosnę zamieszkam właśnie w domku. Ja dziewczyna z bloku, córka ubogiej wdowy…miałam wówczas nikłe szanse by spełnić to marzenie.

Jednak moje losy potoczyły się  właśnie tak, że porzuciłam życie mieszczucha i przeniosłam się na drugi koniec Polski. Piękne i budujące byłoby napisanie, że zrealizowałam swoje pragnienie dzięki ciężkiej pracy, albo oszczędnemu życiu lub wielkim poświęceniom. Niestety, nie mogę tego tak określić. Ponieważ dom w całości należy do mojego męża i stał sobie pusty dopóki tenże nie znalazł mnie ;)

Taki materialny bonus od życia, zwyczajnie przytrafił się.

Miałam też  wizję rodziny z trójką dzieci, jako rodziny idealnej. Mam troje dzieci, jest super. Gdy pojawił się nasz najmłodszy, słyszałam od lekarza, że „mam chody na górze”.

Miło to słyszeć, tylko czemu ciągle tego nie widzę sama. Aż mi głupio. Jak zacznę narzekać, to niech mnie ktoś postawi do pionu.

504wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz