Plamy z barszczu.

Do tej pory myślałam, że życzenia „Wesołych Świąt” to jakiś banał, slogan ot takie po prostu powiedzonko. Święta tez kojarzyły mi się z nudnymi rodzinnymi posiedzeniami przy suto zastawionym stole. Jak wielu z nas narzekałam na ten przymus jedzenia i siedzenia…W tym roku miałam tak nieudane święta, że wstyd mi za to, że kiedykolwiek wcześniej mogłam narzekać.

Co tak naprawdę nie wyszło? Jedzenie ok, nowa biała bluzka zakupiona na tę okazję nawet pasowała, wszystko byłoby jak zawsze gdyby nie jeden szczegół – dodatkowy gość. Nie chcieliśmy by spędzał święta samotnie, a to mu groziło, bo po awanturze z żoną, nie miał gdzie pójść… Litość, lojalność, poczucie obowiązku wobec członka rodziny. Co z tego, że to alkoholik, była przecież Wigilia…Na drugi dzień kolejne spotkanie przy stole, w tym samym składzie – co nieco nieudane, zakończone już kłótnią.

I tak się gościna zakończyła, było nawet gorzej, ale nie chcę o tym pisać, bo tu akcja już przeniosła się w inne miejsce. Mój dom pozostał bezpieczny, chociaż i tak średni syn zdążył się popłakać z powodu paskudnej atmosfery tych dni.

Mówią, że wątroba nie mięso szwagier nie rodzina.  Tak, że to tyle na temat uczynków miłosierdzia względem bliźniego (?).

Ochlapałam moją nową śliczną bluzkę wigilijnym barszczem. Centralnie pod szyją plama ułożyła się w centymetrowy krzyżyk, wkoło zaś nawet najmniejsze plamki ułożyły się w mniejsze drobne krzyżyki. Uznałam to za cud, pokazałam mężowi, uznał, że to wina struktury materiału, córka mnie wyśmiała i powiedziała, że to przecież gwiazdki a nie żadne plamy po barszczu.  Pomyślałam, że może staję się pomału jedną z tych osób, które modlą się do plam na szybach, a w kolejne dni prawie zapomniałam o tym zdarzeniu. Dzisiaj jednak opisując te nieudane święta uważam, że wolę wierzyć w swoje cudowne plamy, niż myśleć tylko o tym jak bardzo może jeden człowiek

zniszczyć coś pięknego.

1204wizyt ogółem,5wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz