Post scriptum.

Rozmowa trwała całe 5 do 10 minut i zakończyła się zanim się na dobre zaczęła. Nie zdążyłam otworzyć dobrze ust, ani zapanować nad mową ciała , gdy miła pani rekruterka powiedziała, że w zasadzie to tej oferty pracy to nie mają, ale za to mają… co innego. Z grubsza prawie to samo, co robię do tej pory w domowym zaciszu. W tym momencie zrobiłam głupią minę, wysłuchałam, co pani ma do powiedzenia i uścisnąwszy jej drobną dłoń wyszłam.

Piszę o tym, bo oprócz głębokich refleksji na temat życia, czasem trzeba też pożyć samym życiem. W realu robię kurs prawa jazdy i ciągle mam problemy ze sprzęgłem, podobno za wysoko, gdybym zresztą wiedziała, co tak naprawdę robię źle, robiłabym to lepiej. Cóż mistrzem kierownicy na pewno nie zostanę. Ale uczę się i walczę. Tym bardziej, że dzisiaj rano trzylatek, którego z pomocą teścia dowożę do przedszkola tak radośnie tupał w  kałuży, że cała jej błotnista zawartość znalazła się na moich spodniach. A można by tego uniknąć – gdyby dziadek nie zaspał i gdybyśmy nie czekali na niego pod garażem. No i w alternatywnej rzeczywistości nie stalibyśmy tam, gdybym to ja umiała jeździć.

No i co zrobić z tak mile rozpoczętym tygodniem?

A i wczoraj mieliśmy 13-tą rocznicę ślubu. To jakiś pozytyw. W końcu jednak razem damy radę,

z błotem, sprzęgłem..,i co tam jeszcze się przydarzy.

906wizyt ogółem,1wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz