Prezenty? Tylko nie to.

Nie istnieje dla mnie coś takiego jak idealny prezent. Może dla jednych niewyobrażalne, ale my z mężem już z dawno ustaliliśmy, że uszczęśliwiamy prezentami tylko dzieci. Mąż nie ma problemu, nie zastanawia się czym mnie zachwycić,a ja nie robię mu na złość i nie kupuję „praktycznych” męskich gadżetów, tudzież kosmetyków, których nie zdążyłby zużyć do kolejnych Świąt.

Nie lubię dostawać prezentów też dlatego, że nie potrafię okazywać pozytywnych uczuć. Podobnie jak nie lubię słuchać kawałów. W obu przypadkach druga strona oczekuje mojego uśmiechu, radości, tymczasema ja jako człek ubogi w mimikę i dość powściągliwy w emocjach, mogę jedynie blado się uśmiechnąć.

Na moje nieszczęście do niedawna jeszcze co najmniej 3 osoby podpytywały, co sprezentować moim dzieciom. Wystarczającym kłopotem dla rodzica jest wymyślenie własnego prezentu dla dziecka. Gdy jeszcze babcie i wujkowie zadają podobne pytania, człowiek pomału ma dość. Każdy chce kupić coś wspaniałego. Koniec końców nie raz kończyło się na dąsach, że dziecko nie podziękowało, za mało podziękowało,albo  że ja nie napisałam, że paczka już przyszła- po prostu znowu kłania się ta wdzięczność.

Jest takie oczekiwanie od rodzica, że będzie  skakał z radości, na widok prezentów swoich dzieci. Mnie cieszy jedynie to, że ktoś  pamięta, nie ma dla mnie znaczenia, czy wyraża to w tym wypadku poprzez plastikowe autko, czy cokolwiek innego. Cieszy mnie więc gest, a nie rzecz.

A najbardziej mnie cieszy, gdy… nie mam OBOWIĄZKU się cieszyć. Dlatego Drogi Mikołaju zapraszam Cię tylko do dzieci. Mnie oszczędź 🙂

 

1006wizyt ogółem,3wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz