Rozmowa o pracę.

Wystarczyło półtora roku pracy na pewnej infolinii, by zamęczyć mnie na śmierć. Fakt, że jeszcze  jakoś zipię i piszę tego posta zawdzięczam temu, że pojawiła się iskierka nadziei w postaci zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną. Do tej pory pracowałam w domu w formie telepracy, mój pracodawca nie daje jednak taryfy ulgowej, wręcz przeciwnie wyciska swoich pracowników jak cytrynki.

Ktoś może sobie idyllicznie myśleć, o jak cudownie pracujesz w domu, możesz obiad ugotować i przypilnować dzieci. Nic bardziej mylnego. Osoby niepełnosprawne często pracują w domu, ale nie oznacza to żadnej formy relaksu. Praca jest pracą. Robisz swoje np.  jako moderator zaczytujący się w komentarzach użytkowników (o jakie to ciekawe), czy to jako teleankieter (flaki z olejem), lub jak obecnie pracownik infolinii (jak udawać, że się wie, kiedy się nie wie?). Komputer , jakiś program i oko szefa w postaci super czułych programów, wyławiających każdą chwilkę bezczynności podpiętego pod system człowieczka.

Tym sposobem człowiek niepełnosprawny może pracować w domu. Przykuty do komputera. Śmiesz narzekać? Nie masz motywacji, albo jesteś za mało ambitny. Oczekujesz czegoś więcej? Przecież jesteś niepełnosprawny, jak śmiesz.

Idę na rozmowę o pracę, dlatego czytam pytania, jakie często przytrafiają się przy tej sposobności. Jedno z nich brzmi „dlaczego chce pani zmienić pracę”

Bo mam jesiennego doła związanego również z tym, że stałam się robokopem?. Tego pewnie nie powiem, wymyślę coś o braku kontaktu z ludźmi, potrzebie zmiany itd.

Ja im to powiem, a oni być może uwierzą. Wtedy z nowymi siłami wkroczę do nowej firmy, gdzie pewnie na początku będzie w miarę ok, a później,  jak już mnie oswoją, zacznie się znowu

…wyciskanie cytrynki.

769wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz