Zakochani w sobie.

Za każdym razem, gdy uda  mi się zrobić samej sobie zdjęcie, na tyle dobre, by mogło ujrzeć światło dzienne, mam dylemat. Wrzucić na fejsa, nie wrzucić, a jak podpisać, przecież to tylko moja twarz.

Miliony osób nie ma takich dylematów i wrzuca foty od razu, gdy jest zadowolona z uzyskanego efektu. Ten zalotny uśmiech, to figlarne spojrzenie, a może dzióbek, ma być ładnie i słodko.

Podobnie jest z z tym, co wypocimy w szale twórczości. Ma się podobać. W sieci miliony blogów mniej lub bardziej profesjonalnych. Każdy z nas liczy na jakiś pozytywny odbiór, oznacza to, że na te miliony blogów musiałaby przypadać wielomilionowa grupa oklaskujących. Tych jednak brakuje.

Potrzeba uznania jest naturalną potrzebą każdego człowieka. Jednak wysiłki, jakie wkładamy w to, by tę potrzebę zaspokoić są coraz większe. Można spaść w przepaść i stracić życie tylko dla dobrego, robiącego wrażenia selfie. Można wystawić się na widok publiczny w jakimś dziwnym reality show.

Zwykły człowiek, też chce troszkę  pogwiazdorzyć. Mamy wszyscy do tego prawo.. Piszę dlatego, że uwierają  mnie myśli, które zostawiam tutaj i pewnie też chcę być czytana. Pewnie też jestem żądna podziwu, bo wszyscy bloggerzy jesteśmy Narcyzami i czekamy na takie małe

Brawo Ty

To się chyba nazywa próżność.

533wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Jedna odpowiedź do“Zakochani w sobie.”

  1. Szary Motylu, fajnie że potrafiłaś tak dosadnie nazwać rzecz po imieniu 😀 😀 😀 Masz rację, każdy ma prawo do odrobiny próżności i podziwu 🙂 Też sobie coś tam klikam, choć traktuję to bardziej jak wentyl bezpieczeństwa – taki sposób wylania myśli, które kumulują się we mnie od lat i czuję, że jeśli gdzieś ich nie uzewnętrznię, to wybuchnie mi głowa. Moi znajomi i rodzina to inne planety i nie ogarniają mnie do końca, chodzę do psychologa, ale podczas wizyty też nie jestem w stanie wypowiedzieć nawet jednej trzeciej tego, co aktualnie przeżywam, dlatego piszę, na swój sposób, swoim językiem. Nie umiem tyle powiedzieć, co napisać, najwięcej jest między wierszami. Wydawało mi się dotąd, że nie zależy mi na tym, żeby komuś się to podobało, że wystarczy tylko świadomość, że ktoś to przeczyta, dlatego nie zamykam tego w szufladzie tylko puszczam w świat, ale trochę dałaś mi teraz do myślenia, czy przypadkiem nie kryje się za tym coś więcej 🙂 Może mam w sobie jakąś narcystyczną cząstkę 🙂 Nie wiem 🙂

Dodaj komentarz