Bez kija nie…spaceruj?

Nie biegam, nie chodzę na fitness, ani nawet na kijki. Zresztą uważam nawet, że nordic walking wymyślono po to, by kuracjusze nie wstydzili się spacerować samotnie. Mieszkam w miejscowości uzdrowiskowej i często widzę jak przyjezdni ciągną za sobą kijki, nie myśląc w ogóle o koordynacji ruchowej. Po prostu – są kijki, to można spacerować.

Sprawiają wtedy wrażenie, że uprawiają jakiś super czynny wypoczynek,  płacą niemałe pieniądze za pobyt w uzdrowisku, więc musi być zdrowo. Zwyczajny  spacer po parku wydaje się być obciachowy, tylko i wyłącznie kijek dzierżony w dłoni, zapewni turyście odpowiednią dawkę aktywnego, a tym samym zdrowego wypoczynku.

Tubylcy natomiast chodzą z kijkami tylko po zmroku. Tu obowiązuje nieco inna zasada – nikt nie może zauważyć, że wyszli na kijki, stąd zamiłowanie do nocnych spacerów. Co jak co, ale lepiej, żeby inni sąsiedzi za bardzo się nie przyglądali.

Dlatego właśnie moja jedyna styczność z kijkami nastąpiła kilka lat temu na turnusie rehabilitacyjnym. Niestety, ale miałam wymagającą instruktorkę, która tak bardzo przykładała wagę do techniki, że obrzydziła mi tenże zacny sport dogłębnie, a także przypomniała mi, że zawsze byłam łamagą. Tym niemniej zazdroszczę tym, którzy czerpią z niego radość, nawet jeśli ich technika nie jest wzorowa 🙂

I tak spacery stały się kolejną dyscypliną sportu. Ciekawe, jaki jeszcze gadżet  będzie nam potrzebny, by wstać od komputera i ruszyć…..w drogę?

A może ładna pogoda za oknem wystarczy?

 

 

212wizyt ogółem,1wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz