Biurokracja.

Formularze Unijne maja to do siebie, że zastanawianie się nad  sensownością ich treści jest niezwykle trudną operacja myślową. Nie inaczej było wczoraj, kiedy zgłaszałam dzieci do jakiegoś tam projektu edukacyjnego. Szkoła dała papierki do wypełnienia, rodzic posłusznie wypełnia. Klnąc tylko  pod nosem.

Ponarzekałam sobie tylko troszkę, że pytania są nieadekwatne do sytuacji i wieku dzieci. Bo przecież jasne, że nie pracują i nie są zarejestrowane w Urzędzie Pracy. Jednak jakaś poirytowana mama zadzwoniła do mojego męża z pretensjami,  że dziwny formularz, on z kolei do mnie, że nie tak nie będzie, on pójdzie do szkoły do dyrekcji i się zapyta…

No tak on się będzie pytał, analizował, walczył z wiatrakami, a tymczasem termin  złożenia świstka mija jutro. Oczywiście decyduje kolejność zgłoszeń. Na szczęście chyba już mu zapał minął. Zapał do ruinacji kariery naukowej swoich dzieci…do walki z biurokracją i to tą na najwyższym szczeblu.

A ja ot tak sobie bezrefleksyjnie wypełniłam 8 stron formularza z założeniem, że to się dzieciom przyda. Dla biurokratów kilka kartek więcej do przerzucania, dla dzieciaków pewnie jakaś korzyść i tego się trzymam.

Szczerze mówiąc dziwię się własnemu mężowi, że on ma jakieś pytania. Bo właściwie skoro żyjemy w takiej, a nie innej rzeczywistości powinien wiedzieć, że pytanie o sens i logikę nie dotyczy sytuacji, gdy Unia coś daje.  Gdy coś nazywa się szumnie projektem unijnym, wymaga przecież odpowiedniej oprawy – najczęściej papierowej.

154wizyt ogółem,3wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz