Do zmartwionego ojca…

Niedawno na stronie gazeta.pl pojawił się artykuł, pod którym umieściłam link do tego bloga. Dzięki temu trafił tu też „Jerry Dee” – ojciec chorego na schizofrenię, z przyczyn technicznych prosił mnie o kontakt pod komentarzem i umieścił tam historię swojego chorującego syna. Historia dramatyczna, bo syn nie chce się leczyć…uważa rodziców za wrogów…wpada w kłopoty finansowe.

Jerry zadał mi pytanie o to , w  jaki sposób przekonać syna do leczenia. Trudno mi  odpowiedzieć na takie pytanie. Przecież ja sama błagałam rodzinę „by mnie ktoś naprawił”, byłam tak bardzo zmęczona nieprzespanymi nocami. Zapadając w drugą psychozę mówiłam do męża „mów do mnie, bo potem przestane cie słuchać” – i tak tez się stało.  Jak więc dotrzeć do chorego w psychozie? Nie mam pojęcia. Mi np. pomagało jak mi ktoś mówił „to jest prawdziwe” to „jest nieprawdziwe” – jak do zagubionego dziecka.

W jakiś sposób trzeba zasiać wątpliwość głowie chorego, że to co widzi, czuje, myśli jest błędne. Podobnie  jak niechęć do osób najbliższych – NIE jest prawdziwa. Tylko w tym momencie nawet sam  Jerry może wpaść w pułapkę i uwierzyć, że naprawdę jest wrogiem swojego syna.

Oczywiście tak nie jest,  jeżeli chce synowi pomóc musi przygotować się, że będzie robił to na siłę. Pierwsze kroki walki już podjął.  Trzymam kciuki, żeby udało się postawić syna na nogi, żeby wrócił do domu….

a potem, żeby obydwoje zaakceptowali nową rzeczywistość.

2235total visits,1visits today

8 Responses to “Do zmartwionego ojca…”

  1. Trudno dotrzeć do chorego umysłu – szczególnie z zewnątrz. Trudno dostrzec w sobie chory umysł.
    Każdy umysł ma inny sposób na punkt zwrotny – w którym następuje oświecenie i chęć podjęcia leczenia.

    Tyle ile przypadków choroby, tyle sposobów na akceptacje choroby przez chorego.

    Zachęcam do poznania mojej historii i mojego bloga, a szczególnie wpisu „do_zmartwionego_ojca”, pod poniższym adresem:

    https://pieknyumysl.com/wp/blogs/japa/

    I życzę powodzenia w uświadamianiu syna, każdy dzień w chorobie to poważne zmiany w jego mózgu, których rekowalescencja może trwać później latami.

  2. Dziękuję, za czas poświęcony na odpowiedź. Tak. Jestem zmartwiony, zdruzgotany, odrętwiały… Cały mój „świat” runął. Nagle niemal z dnia na dzień przestały się liczyć dotychczasowe wartości. Kiedyś dawno temu ktoś mnie zapytał „co cię cieszy” w domyśle co w życiu lubię najbardziej. Wtedy potrafiłem wymienić różne rzeczy. Dziś, gdyby ktoś ponowił to pytanie… nie znam odpowiedzi… Mój stan (mój i mojej żony) określić można jednym tylko słowem. To… rezygnacja. Mam świadomość, nieuchronności tego „wyroku” Nie piszę tego by mówić o tym co czuję, piszę, bo jak mówią „nadzieja umiera ostatnia” a moja jest taka, że chcę szukać „magicznego remedium” na to co się stało z moim synem. Właśnie to jest moją motywacją. Przez jakiś czas(dziś to dostrzegam) stosowałem „taktykę strusia”. Unikałem kontaktu z ludźmi, bo na pytanie „co u ciebie” i jak leci – nie potrafiłem odpowiadać. W każdym razie dziękuję Pani za maila i ten wpis. Będę czytał Pani blog i będę cieszył się Pani sukcesami. Choroba syna a raczej jego stosunek do niej i do mnie – to jedna trauma. Jednak największą i najbardziej bolesną jest świadomość jego samotność… Wszyscy jego znajomi „odeszli” – zerwali kontakt. Nie dziwi mnie to oczywiście – rozumiem ich doskonale i nie ma we mnie nawet cienia pretensji. Mam nadzieję, że wierzy mi Pani. Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrych chwil w czasie świątecznych dni

    Jerry Dee

  3. Dziękuję za komentarz (wpis na blogu już poznałem) Blog będę czytał sukcesywnie. Mógłbym opisywać (dziś już) setki wyimaginowanych projekcji umysłu mojego syna. Byłoby to jednak taka tylko księga „powtórzonego prawa”…
    Dla tych którzy wiedzą, nie byłoby to niczym nowym, dla nieświadomych istnienia tego „innego” świata byłaby to „tylko” sensacja (thriller taki na wieczór)
    A mnie nie o to chodzi…

    Pozdrawiam świątecznie

  4. ** z lekkim przymrużeniem oka ** bo choroba psychiczna jest trudna i głęboka., do końca niezrozumiała dla otoczenia

    Dość w piórka strojenia – Urojenia

    nie każdy ma na imię Ikar…lecz upaść można jeszcze głębiej i mocniej
    dotrzeć na dno własnej rozpaczy..
    zapomnienia.. nie rozumienia
    Cele i priorytety „zachwiane OSOBY” takie mają
    mary- mamią ,własne myśli się nie słuchają
    mania przejmuje władze nad odróżnieniem prawdy ,a ułudy
    [czegoś wymyślonego przez przeciążony mózg od informacji i bodźców z zewnątrz]

    Szkoda ,że ludzie nie potrafią pomóc innej osobie w mani
    tak jak jest to ogólnie przyjęte w pierwszej pomocy .osobie poszkodowanej
    3 uciski 2 wdechy
    tylko koniec(zakończenie) jest podobny.. panowie w białych kitlach
    erka ze swoim ospałym sygnałem w którym ,,duch zamienia się ciałem”

    Najważniejsze w tym całym „ambarasie” aby nie stać z gołym tyłkiem na trasie
    nie zostać na ulicy… z problemem ,
    nie pozostawić takiej osoby samej sobie.
    BO Koniec …zakończenie tej historii chyba jest przewidywalny.
    U mnie było tak …ze choroba kiełkowała,rozwijała się w głowie.
    Nie powiem ,dobrze się bawiłem..(.tyle od dopaminy przytyłem).
    Po długim czasie stanu uniesienia… powoli miałem tego dość.
    Brak ochoty na sen, wysiłek w pracy. Zmienia na przełomie czasu.
    Mogą pojawiać się nierealne zdarzenia… a dla nas tak PRAWDZIWE
    Dla chorej osoby w takim stanie ciężko odróżnić prawdę od ułudy.
    –wymyśloną i podaną przez mózg jako coś prawdziwego–

    Stres ,nadmiar emocji.. szpital (tak się rozpoczęła) skończyła historia
    Nie wiedziałem ,że coś mi jest, bo skąd. Po pobycie w ośrodku szpitalnym
    z „wyrokiem” ;D i ustawionymi lekami.. powrót do rzeczywistości.

    Najważniejsze czego się nauczyłem to:
    brać leki, regularne wizyty u lekarza, i obserwacja własnych poczynań
    (bo kto nas zna tak jak my sami najlepiej )

  5. @janpalach
    Próbowałem również napisać parę słów na Pańskim blogu. Jednak „shield plugin” z niezrozumiałych powodów zablokował mi możliwość napisania tekstu jak również ponowne wejścia na Pański blog. Informacja którą każdorazowo widzę, mówi mi, że moje próby zostały uznane przez SP za zagrożenie 🙂 i jeżeli uważam, że algorytm plugina się „myli” powinienem skontaltować się z administratorem… Myślę, że takie działanie jest niepoważne i wśród ludzi obciążonymi chorobą może wywoływać niepotrzebne stresy. Pan jako osoba wyjątkowo rozumiejąca o czym mówię, powinien coś z tym zrobić. Czasem systemy które w istocie mają nas chronić, stają się zagrożeniem same w sobie. Pozdrawiam

    Jerry Dee

  6. @jerry_dee:

    Już zdjąłem automatyczną blokadę – przepraszam bardzo, proszę tego nie traktować personalnie – wiele osób zostało już tak zablokowanych przez owego Shielda w przeszłości. Są to środki niestety wymagane w dzisiejszych czasach dla stron zrobionych przy pomocy silnika WordPress….

    Może już Pan dodać komentarz pod moim blogiem, jeśli ponownie coś będzie nie działać – najlepiej napisać mejla na adres podany na stronie: https://pieknyumysl.com/wp/kontakt/

  7. @janpalach
    Próbowałem na Pańskim blogu zamieścić tzw BREAKING NEWS – z ostatniej chwili – jednak znów zobaczyłem ekran blokady…
    Pozdrawiam

  8. Z „ostatniej chwili”
    Od 2 dni, syn jest już szpitalu psychiatrycznym na podstawie prawomocnego wyroku. Proces dostarczenia go tam był osobną epopeją na którą musiałem patrzeć jak na koszmarny horror… Robił wszytko co mógł by „walczyć o swoją wolność” Personel szpitala jest fantastyczny. Jednak pojawiają się nowe problemy, z którymi będziemy musieli się zmierzyć. Lekarze chcą mu od poniedziałku podawać lek (nie pamiętam w tej chwili nazwy) który jest dosyć drogi. Stąd pytają mnie co z ubezpieczeniem syna. Bo z tego co zrozumiałem, albo trzeba mieć refundację albo zań zapłacić (taka polska) Jak wspominałem na wstępie, od dwóch lat, kiedy po powrocie z zagranicy syn został z nami – oczywiście już nie pracował. Nie chciał też zarejestrować się jako bezrobotny…
    Powiedziałem lekarzowi, że od poniedziałku będę „walczył” wobec tego i dowiadywał się jak go ubezpieczyć – skoro jest już w szpitalu (co samo w sobie jest dla mnie jakąś nadzieją.) Jedną ze ścieżek do ubezpieczenia jaką znalazłem na stronach NFZ – jest po pierwsze uzyskanie w powiatowym ośrodku o orzekaniu niepełnosprawności „stopnia niepełnosprawności” wtedy istnieje w NFZ możliwość dopisania go do emeryckiego ubezpieczenia żony (prawdopodobnie) Ja sam od czasu kiedy to wszystko się dzieje, musiałem zrezygnować z pracy. Teraz mogę ją pojąć i to zrobię w najbliższym czasie. W każdym razie piszę, by czytający blog, o ile mają jakieś rady w tej materii, podzielili się – co robić?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.