Silne kobiety?

Wczoraj powiedziałam, że temat silnych kobiet to temat na setki stron. Podjęłam wyzwanie i postanowiłam jedną z tych setek stron tutaj zapisać. Nie będzie to jednak encyklopedia, bo nie mam wiedzy encyklopedycznej, by pamiętać kto czym zasłynął.  Nie będę też opisywać wybitnych jednostek – noblistek, postaci historycznych, czy bohaterek wojennych.

Zamiast tego pobawię się tym przymiotnikiem – „silna”

Silna kobieta zawsze będzie mi się kojarzyć z kimś , kto jest samotny w tym, co robi. Dźwiga ciężar nierzadko ponad swoje siły, ale radzi sobie, walczy, zaciska zęby i pokazuje wszystkim „tak daję radę”.

Odkryciem feministek jest to, że kobietę najbardziej męczy dom. Dla nich silna kobieta to taka, która robi karierę, każda inna opcja to okazywanie słabości. Czyli kobieta ma spełniać się zawodowo, wygrywać i rządzić.

Przeciwna opcja uznaje jakieś wypaczone męczeńskie macierzyństwo za oznakę siły. Bo dziecko wymaga, a poród boli, więc medal nam się należy. Tak,  też silne kobiety.

Tylko tak naprawdę współczesność dopatruje się heroizmu w rzeczach naprawdę błahych. Zaczynamy podziwiać i uważać za silne jakieś panie prezeski, zwyczajne matki i inne osoby, spełniające swoje role społeczne, takie czy inne.

Siła rodzi się według mnie w sytuacjach ekstremalnych, kiedy życie wystawia nas na próbę. W przeciwnym wypadku , jak wszystko jest dobrze, świat się nie wali na głowę ,  pozwólmy sobie na słabość.

Nie lubię jednego u przedstawicielek mojej płci – męczeństwa dnia codziennego. Chcesz być męczennicą we własnym domu lub w pracy ok twoja sprawa, ale nie dorabiamy do tego ideologii. Nie róbmy z facetów ciapciusiów niezdolnych wiecznie do samodzielnej egzystencji, bo potem będą musieli szukać

silnych kobiet, wśród tych, którym nie przeszkadzają słabi mężczyźni.

 

 

210wizyt ogółem,3wizyt dzisiaj

Jedna odpowiedź do“Silne kobiety?”

  1. hej , przypomniało mi się , że kiedyś nie chciałam być męczennicą
    chciałam zwyczajnie wychowywać dzieci
    i oczekiwałam zwyczajnej pomocy
    Oj jak ja to często powtarzałam… dopiero choroba mnie powaliła i przestałam walczyć…
    i samo się wszystko zaczęło dziać, zajęłam się sobą , a obowiązki domowe i rodzinne przejął mąż …
    nie ma w tym żadnego morału. Przykre jest to , że niektórzy mężczyźni są po prostu niedojrzali i musi być trzęsienie ziemi , żeby przejrzeli na oczy, a gdy trzeba, co jest pocieszające , potrafią być również silni… tak zwyczajnie.

Dodaj komentarz