Zła matka to ja.

Od jakiegoś czasu ogarnia mnie frustracja związana z wychowywaniem dzieci. Jak dla mnie mogłyby gorzej się uczyć, za to przejawiać więcej sprytu, zaradności i tego, co świat potrzebuje.  Może powiem inaczej  może bardziej oczekuję tego, co ja w danej chwili potrzebuję od nich, aby zrobili –  teraz i natychmiast. Wiem napisałam właśnie dobry żart. Kto jest rodzicem, ten wie.

W czasach mojego dzieciństwa zmuszano nas, by jak to się mówiło „chodzić po chleb” . To ja zaopatrywałam dom w świeże pieczywo, plus miałam obowiązek kupować kawę, gdyby taki rarytas pojawił się akurat w osiedlowym sklepiku. Przyznam się szczerze, że chodzenie na zakupy miało jeden plus – defraudowałam podstępnie część kasy, by kupować wafelka princessę lub inny smakołyk. Rodzice dobrodusznie nie zauważali tego procederu.

Tymczasem moje dzieci nie chodzą na zakupy, nie potrafią planować i wydawać. Owszem, bardzo mocno poproszone, pójdą do najbliższego sklepu, by tam wydać na chipsy drugie tyle, ile kosztuje mnie ta drobna rzecz, po którą ich wysyłam. Nieekonomiczne i niewychowawcze, w zasadzie brak tu sensu.

Kiedyś myślałam, że z dziećmi jest troszkę tak, że po prostu konsekwentnie ( ale nie 100 razy dziennie!) mówisz i to robią, ale życie poznało moją pychę i teraz już wiem….Wiem, że albo oczekuję zbyt wiele, albo nie potrafię zrobić tak, by to one mnie słuchały.

  • Mamo dostałem 6 , 5+ i 5

  • Brawo , fajnie super oceny. Wiesz zabrakło mi soli, może pójdziesz do sklepu i kupisz?

  • Ech , chciałem mieć dzisiaj dzień wolny…. – i tu proszę Państwa mina  i westchnienie gorsze niż błagalne oczy kota ze Shrecka, a ja wymiękam, niestety…

Tak to z grubsza wygląda. Nie napiszę już i o bałaganie w pokoju nastoletniej córki, o płaczu czterolatka nad kanapką z miodem, a on przecież chciał z ogórkiem, o zapomnianych pracach domowych, prezentacji na pojutrze, która jednak miała być na dzisiaj.

Zła ze mnie matka i czasem doprawdy wściekła.

1038wizyt ogółem,24wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz