Mój cień

W tym roku minie nasza 15-ta rocznica ślubu. Mogłabym czekać do jesień, by o tym wspomnieć, ale piszę o tym dzisiaj. Przeczytałam zabawą sentencję krótkiego romansu „On był matematykiem. Ona była nieobliczalna”. Rozbawiło mnie to, głównie dlatego, że przeciwieństwo to jest właśnie to, co mnie pociąga w moim mężu.

Nie myśli o głupotach, nie poszukuje całe życie jego sensu. Nie przejmuje się rzeczami, na które nie ma wpływu. Sam o sobie mówi, że jest prosty. Podchodzi do trudnych spraw w sposób praktyczny, zadaniowo. Czasem mam wrażenie, że zupełnie nie myśli o sobie. Zwłaszcza, kiedy ja myślę, że potrzebne jest mi do szczęścia to, to i to…

Jestem też przyzwyczajona do tego, że się o mnie troszczy. O dzieciach już nawet nie wspominam. Dba o nas. Nierzadko pracuje cały tydzień po 12 godzin, żeby starczało na godne życie.

Taka laurka dzisiaj dla mojego przemęczonego męża.

Jednego nie umiem po tych 15 latach. Kłócić się z nim. Mogę się zamknąć w sobie na dłuższą chwilę, przemilczeć, przetrzymac, wypłakać w poduszkę, ale nie będę krzyczeć, wypominać, truć. To nie jest pewnie podręcznikowy sposób radzenia sobie ze złością na drugą osobę, ale już taka jestem.

Poza tym, dlaczego miałabym ranić mężczyznę, którego sama sobie wybrałam? Który od początku, wywoływał mój szczery uśmiech.

W tytule nawiązuję do pewnej błahostki, wychwyconej przez moją koleżankę na zeszłorocznym wyjeździe. Mąż osłaniał mnie od piekącego słońca, bo wie, że ja nie lubie się opalać. Stał więc, tak by jego cień padał na mnie…Dla mnie nie było w tym nic nadzwyczajnego, dopóki koleżanka nie zwróciła mi uwagi, że to przejaw wielkiej troski….

Pewnie miała rację. Wielka troska…mały gest, a to tylko miłość jest 🙂

1997wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.