Przyjaźń.

Szklana butelka Coca-Coli kojarzy mi się z fajnymi czasami, kiedy taką Cola dzieliłyśmy się z przyjaciółką. By nie płacić kaucji za butelkę wypijałyśmy przeważnie „na miejscu”, czyli w sklepie. Wbrew pozorom nie będę reklamować w tym wpisie Coli, będę wspominać przyjaźń.

Mogłam dawniej prawie codziennie chodzić ze swojego blokowiska „na miasto”. Ja i przyjaciółka nie miałyśmy kasy na zakupy, nie było galerii handlowych, łaziłyśmy niby bez celu, a tematy do rozmowy przychodziły same.

Były 2 rodzaje wypadów – wypady z psami na okalające nasze osiedle pole i właśnie wyjścia na miasto. Na naszym miejskim bazarze kupowałyśmy piankę cytrynową na wagę i wspólnie zjadałyśmy po drodze. Czasem szłyśmy do cukierni po eklery i też jadłyśmy gdzieś naprędce.

Naszą przyjaźnią nie zareklamowałybyśmy niczego. Teraz często widzę reklamy, w której przyjaźnią można wypromować np. zakup telefonu (nam wystarczył sprawny domofon) wypad do McDonalda, czy osiedlowej Żabki. Wszystko w miarę tanie i ogólnodostępne, słodycze w hermetycznych opakowaniach, wielopaki łatwe do podzielenia się…

Oczywiście przyjaźń nie ograniczała się do wspólnej konsumpcji i spacerów. Rozmowy, plany, marzenia. Wzdychanie do chłopaków, którzy nie zwracali na nas uwagi, narzekanie na osiedlowych chuliganów, którzy niestety nas zauważali. Wszystko to przeżywałyśmy razem.

Zadziwia mnie, ile potrzeba współczesnym nastolatkom by się spotkać i zwyczajnie pogadać. Po pierwsze, żadnego spontanu, muszą mieć plan, a telefony im pomagają w tym, by się skrzyknąć. Po drugie, muszą mieć miejsce – świat się na tyle ucywilizował, że zajadanie lub picie pod chmurką nieco źle się kojarzy. Po trzecie, to właściwie nie mają czasu na przyjaźń.

Pocieszające jest jednak to, że póki ich telefony popiskują co minutę, oznacza to, że jeszcze po drugiej stronie też ktoś jest – żywy człowiek. Potrzebujemy więc siebie, chociażby w wersji mobilnej. Może to tylko głupie złudzenie, że bez drugiego człowieka można się obejść.



3135wizyt ogółem,2wizyt dzisiaj

Jedna odpowiedź do“Przyjaźń.”

  1. Analogowa przyjaźń z naszych czasów, pełna spontanu, długich rozmów i pianek na wagę, okraszona orenżatką w woreczku versus obecna cyfrowa przyjaźń młodych ze smartfonem przy boku i wiecznym popiskiwaniem od 100 kolegów/koleżanek, które nawet w 1/100 procentach nie zbliża się do przyjaźni. Co lepsze? My nie dokonywaliśmy w tak znacznym procencie samookaleczeń, nie braliśmy dopalaczy nie wiadomo z jakich laboratoriów i nie popełnialiśmy średnio 5 samobójstw dziennie.

    Qua Vadis Świecie?

    Ahoj,
    JP

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.